Liban: niosę w sobie strach i poczucie obowiązku [ŚWIADECTWA]
Naloty izraelskie na południu Libanu oraz na południowe przedmieścia Bejrutu doprowadzają do śmierci, ran i masowych przesiedleń. Poznaj głosy ludzi z Libanu dotkniętych ostatnią eskalacją.
Do eskalacji w Libanie doszło 15 miesięcy po tak zwanym zawieszeniu broni, które nigdy nie przyniosło prawdziwego bezpieczeństwa cywilom. Przez cały ten czas Libańczycy byli świadkami izraelskich ataków i wtargnięć.
Szerokie nakazy ewakuacyjne, wraz z atakami i wtargnięciami, zmuszają rodziny do ponownej ucieczki. Wiele osób jest pozostawionych samym sobie na ulicach lub są uwięzione w swoich miastach.
Zespoły Lekarzy bez Granic uruchomiły w odpowiedzi na tę eskalację działania natychmiastowe. Zapewniamy opiekę medyczną poprzez kliniki mobilne, dystrybuujemy artykuły pierwszej potrzeby oraz wspieramy szpitale, schroniska tymczasowe i placówki podstawowej opieki medycznej.
Działamy np. w dystrykcie Asz-Szuf, gdzie tysiące rodzin z południowego Libanu skierowało się w poszukiwaniu bezpieczeństwa. Wiele osób, które tam spotykamy, było wielokrotnie przesiedlonych.
Nasze zespoły są także w Azarieh, opuszczonym biurowcu w centrum Bejrutu, które ponownie został użyty jako tymczasowe schronisko. Wiele osób borykało się tu z problemami finansowymi jeszcze przed eskalacją konfliktu, a wysiedlenie jeszcze bardziej pogłębiło ich trudną sytuację. Rodziny opowiadają o przepełnionych i źle wyposażonych schroniskach, niepewności związanej z powrotem na tereny nadal objęte walkami oraz o skutkach ewakuacji szpitali – zwłaszcza dla osób wymagających regularnego leczenia, leków na choroby przewlekłe lub specjalistycznej opieki.
Aby lepiej zrozumieć koszty tej eskalacji, wsłuchajmy się w głosy ludzi z Libanu.
Wspieraj działania Lekarzy bez Granic w Libanie i w innych rejonach świata
"*" oznacza pola wymagane
Ciągle myślę o swoim samochodzie
Personel Lekarzy bez Granic także odczuwa skutki tej eskalacji, wiele osób również zostało przesiedlonych. Przychodzą do pracy, aby zapewniać opiekę i wsparcie, borykając się z tymi samymi trudnościami.
Bissane Nesser należy do zespołu kliniki mobilnej w Asz-Szuf oraz kieruje zespołowi promocji zdrowia w projekcie Lekarzy bez Granic w An-Nabatiji.
– Zostałam przesiedlona niedawno z mojego domu w Tyrze, na południu Libanu. Wokół nas dochodziło do i mogłam zobaczyć zniszczenia. Ciągle myślałam o swoim samochodzie, mojej radości i dumie, pierwszym poważnym zakupie, którego sama dokonałam. Został uszkodzony w trakcie eskalacji w 2024 roku i miesiącami naprawiałam go po trochu, kiedy było mnie na to stać. Kiedy doszło do najnowszej eskalacji, samochód był ciągle u mechanika. Musiałam go zostawić.
Myślę też o małych rzeczach. O moim biznesie świeczkowym, który zbudowała sama od zera i który dopiero co zaczął się rozwijać… Myślę o letnich ubraniach. Boję się, że możemy zostać z dala od naszych domów przez długi czas – opowiada Bissane.

Miałem nadzieję, że pokonałem raka
56-letni Mohammad (imię zmienione) choruje na białaczkę. Od miesięcy jego życie było zorganizowane wokół chemioterapii w szpitalu Bahmana. To jeden ze szpitali w południowych przedmieściach Bejrutu, który został ewakuowany po izraelskim nakazie. To, co do tej pory było pewne, zmieniło się w pytanie bez odpowiedzi: gdzie Mohammad może kontynuować leczenie?
Pochodzi z Khirbit Silim (Khirbet Selm) na południu Libanu. Lata temu pracował w hotelu i miał stały dochód. Od czasu, kiedy wyniku wypadku drogowego nabył ograniczoną sprawność nogi, nawet chodzenie to codzienne wyzwanie. Wymaga wysiłku, czasu i wywołuje ból.

Jak mówi, przez długi czas trudności życiowe były czymś, z czym potrafił sobie radzić dzięki wsparciu bliskich. Mieszkał sam ze swoją 33-letnią siostrą, polegając na sobie nawzajem oraz na społeczności, która pomagała im w sprawach, z którymi nie potrafili sobie poradzić samodzielnie. – Żyło nam się całkiem dobrze – mówi cicho. – Ludzie nigdy nas nie opuszczali.
Teraz jednak ludzie, którzy niegdyś zapewniali im bezpieczeństwo, sami zostali wysiedleni i zmagają się z własnymi trudnościami.
Mohammad i jego siostra opuścili dom na południowych przedmieściach Bejrutu i obecnie śpią w parku w dzielnicy zwanej Al Khandaq. Codziennie chodzą do pobliskiego meczetu, aby się umyć i wziąć prysznic.
– Miałem nadzieję, że prawie pokonałem raka – opowiada z zapałem, a drżenie jego ciała nie ustaje. – Muszę tylko dostać leki, a poczuję się lepiej.
Bycie matką i pielęgniarką to ciągłe balansowanie
Fatima Khalil należy do zespołu kliniki mobilnej w Asz-Szuf i jest przełożoną zespołu pielęgniarskiego w projekcie w An-Nabatiji.
– Każdego dnia zostawiam moją trzyletnią córkę, niosąc w sobie jednocześnie strach i poczucie obowiązku. Jako przełożona zespołu pielęgniarskiego Lekarzy bez Granic po raz drugi pracuję przy nagłym kryzysie, odkąd dołączyłam do organizacji w październiku 2024 roku. Idę w kierunku odgłosów nalotu, a moje serce zostaje z córką. To nigdy nie jest łatwe zamknąć za sobą drzwi i pójść, znając ryzyko, ale robię to dla pacjentów, którzy potrzebują nas w tych najbardziej krytycznych chwilach. Bycie matką i pielęgniarką to ciągłe balansowanie miłości, zmartwień i odpowiedzialności, trzymając się na każdym kroku siły i nadziei – opowiada Fatima.

Nadciśnienie też mnie nie pokona
Hajje Zaynab ma 80 lat i pochodzi z górzystego miasta Jater na południu Libanu. Jak wiele innych osób, spędziła godziny w drodze, uciekając do bezpieczniejszego miejsca.
Obecnie 23 osoby mieszkają w jednej sali lekcyjnej w szkole, która służy jako zbiorowe schronisko – próbują tu zasnąć pomimo braku poduszek, materacy i koców.
Jej dom w Jater został zbombardowany przez Izrael. Strata jest ogromna, ale Hajje mówi o powrocie z niezachwianą determinacją. Nazywa to po prostu „ziemią”, z czułością przeznaczoną dla bliskiego przyjaciela. Jak większość mieszkańców południa, jest dumna, niezłomna i niezachwiana w swoim przywiązaniu do „ziemi”.
W przychodni ujawnia się ta sama determinacja. Lekarz prosi ją, by została na drugi pomiar ciśnienia krwi, ponieważ pierwszy był zbyt wysoki.
Hajje podnosi głowę, a w jej oczach skrzy się bunt. – Cukrzyca próbowała mnie pokonać, ale nie udało jej się. Nadciśnienie też mnie nie pokona – mówi Hajje.
