Claude Ndoko: ta praca nauczyła mnie, że najważniejsze jest człowieczeństwo
Claude Ndoko jest pracownikiem medycznym na oddziale intensywnej terapii pediatrycznej w szpitalu rządowym Magburaka w północnej prowincji Sierra Leone. Szpital był do niedawna wspierany przez Lekarzy bez Granic. Współpraca Claude’a z Lekarzami bez Granic rozpoczęła się 22 lata temu.
Co skłoniło Cię do podjęcia współpracy z Lekarzami bez Granic?
Motywacją był dla mnie fakt, że pacjenci są zawsze na pierwszym miejscu. Jako student medycyny już to wiedziałem, ale dzięki Lekarzom bez Granic utwierdziłem się w tym przekonaniu. Po zaledwie kilku miesiącach pracy z organizacją poczułem się jak w domu i mogłem powiedzieć, że znalazłem rodzinę.
Zacząłem pracować z Lekarzami bez Granic w 2001 roku w dystrykcie Moyamba w południowej prowincji Sierra Leone podczas wojny domowej (1991-2002). Chociaż konflikt zbrojny nadal wtedy trwał, sytuacja zaczęła się już uspokajać i wszyscy mieliśmy nadzieję, że wojna się wkrótce zakończy. Urodziłem się w wiosce Gbangbama w dystrykcie Moyamba, więc wiedziałem już o istnieniu Lekarzy bez Granic – organizacja działała w mojej prowincji. Właśnie ukończyłam szkołę pielęgniarską i bardzo chciałam rozpocząć pracę. W tamtym czasie Lekarze bez Granic zapewniali opiekę dzieciom, matkom karmiącym i kobietom w ciąży w szpitalu rządowym w Moyamba. Zacząłem pracować jako pielęgniarz, a po kilku miesiącach zostałem kierownikiem zespołu pielęgniarskiego.
Co było najbardziej satysfakcjonujące w Twojej pracy?
W 2002 roku przeniosłem się do okręgu Tonkolili, gdzie Lekarze bez Granic wspierali szpital rządowy w Magburaka. Po raz pierwszy zacząłem pracować na oddziale pediatrycznym i właśnie tam naprawdę pokochałem swoją pracę. To doświadczenie nadało mojej pracy nowy sens. Jestem ojcem i kiedy opiekuję się dziećmi na oddziale, zawsze czuję się tak, jakbym opiekował się własnymi dziećmi. W szpitalu leczyłem wiele dzieci. Dwoje z nich obecnie pracuje w zespołach pielęgniarskich przy Ministerstwie Zdrowia. Kiedy ich widzę, czuję ogromną dumę.
W 2006 roku wróciłem na studia, aby zostać pracownikiem ochrony zdrowia. Aby opłacić czesne, sprzedawałem drewno opałowe i pracowałem na roli. Po ukończeniu studiów pracowałem w Ministerstwie Zdrowia przy kampanii szczepień, głównie przeciwko żółtej febrze, odrze i polio w prowincji północnej, w mieście Kabala. Następnie przeniosłem się do Bo, gdzie Lekarze bez Granic zapewniali opiekę zdrowotną dzieciom poniżej 15. roku życia i kobietom w ciąży w ośrodku referencyjnym Gondama. Pracowałem jako kierownik kliniki, a później w tym samym roku jako osoba zajmująca się wprowadzaniem danych.

Jakie były najtrudniejsze momenty w ciągu tych wszystkich lat?
Najtrudniejszym aspektem mojej pracy w tych latach była praca z gorączkami krwotocznymi. W 2010 roku współpracowałem z Lekarzami bez Granic w ramach działań związanych z gorączką Lassa w dystrykcie Bo w prowincji południowej. Byłem jedynym pracownikiem ochrony zdrowia, który zgodził się wtedy pracować na oddziale. Byliśmy bardzo małym zespołem składającym się z jednego lekarza, kilku pielęgniarek i mnie. Większość ludzi się bała, ale ja zgodziłem się na pracę na oddziale, ponieważ chciałam ratować życie. Sam byłem pacjentem z gorączką Lassa i straciłem kolegów z powodu tej choroby. Dobrze wiem, jak to jest być odizolowanym i nie mieć odpowiedniej opieki, bo ludzie za bardzo boją się zbliżyć się do Ciebie.
Wraz z wybuchem epidemii wirusa Ebola w Sierra Leone w 2014 roku przeniosłem się z opieki nad pacjentami z gorączką Lassa do opieki nad pacjentami zarażonych wirusem Ebola. Wirus Ebola był dla nas nowością. Wiele osób nie wiedziało, czym on jest i skąd się wziął. Wszyscy potrzebowaliśmy odpowiedzi na przeróżne pytania, które pojawiły się nagle wraz z wirusem, a w tle szukano winnych tej sytuacji. Praca w ochronie zdrowia w tym czasie wymagała odwagi. W Sierra Leone działało wiele organizacji wspierających walkę z epidemią, w tym Lekarze bez Granic. Musieliśmy wykonać swoją część zadania jako personel medyczny, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się choroby i leczyć pacjentów. Mama dzwoniła do mnie prawie codziennie i prosiła, abym nie chodził do pracy w tym czasie. Bała się, że straci swojego najstarszego syna. Zawsze jej odpowiadałem „nya longoh ngie kpomiweh”, co oznacza: „muszę pomóc”. Nigdy nie rozumiała, dlaczego to robię, ale dziś nazywa mnie żołnierzem.
Przez te wszystkie lata pracy bardzo trudne było codzienne noszenie sprzętu ochronnego, zwłaszcza w porze suchej, kiedy temperatury są bardzo wysokie. Niektóre dni były po prostu nie do zniesienia, ale przypominaliśmy sobie nawzajem, każdy każdemu, że musimy również chronić siebie.
Kiedy w 2015 roku ogłoszono koniec epidemii wirusa Ebola, wróciłem do pracy w szpitalu rządowym w Magburaka, ponownie z Lekarzami bez Granic, ale tym razem na oddziale intensywnej terapii pediatrycznej.

Jakie masz plany na przyszłość?
Przejdę na emeryturę i zacznę zajmować się ogrodnictwem. Przez te wszystkie lata naprawdę cieszyła mnie praca z Lekarzami bez Granic. To doświadczenie nauczyło mnie, że najważniejsze jest człowieczeństwo, a jego fundamentem – bezinteresowność. Nie zapomnę tej lekcji i przekażę ją również moim dzieciom.