Próbując przetrwać jutro. Fotoreportaż z Sudanu i Czadu
Aby rzucić światło na kryzys, który rozgrywa się z dala od kamer i pozostaje w dużej mierze nieobecny w mediach, nagradzany fotograf agencji Magnum, Moises Saman, udał się do Darfuru Zachodniego i wschodniego Czadu.
Sudan to kraj rozległych horyzontów, gdzie wydmy Sahary spotykają się z żyznymi brzegami Nilu i górami Darfuru. To skrzyżowanie, na którym sawanny Sahelu przechodzą w bagna Sudanu Południowego, a następnie w wyżyny Etiopii. Piękno tego kraju tkwi nie tylko w jego krajobrazie, lecz także w ludziach – różnorodnych, dumnych i zjednoczonych tradycją oraz siłą.
Jednak pod tą piękną powierzchnią kryje się historia naznaczona konfliktami. Przez dziesięciolecia społeczności były rozbijane przez nieustające wojny domowe, aż do wybuchu wojny w kwietniu 2023 roku między Siłami Zbrojnymi Sudanu (SAF) a Siłami Szybkiego Wsparcia (RSF), która trwa nadal.

Aby rzucić światło na kryzys, który rozgrywa się z dala od kamer i pozostaje w dużej mierze nieobecny w mediach, nagradzany fotograf agencji Magnum, Moises Saman, udał się do Darfuru Zachodniego i wschodniego Czadu z organizacją Lekarze bez Granic. Słynący ze swojej umiejętności dokumentowania stref konfliktu, Saman łączy tradycyjną fotografię wojenną z głęboko osobistą perspektywą, oddając głos osobom dotkniętym przemocą i przesiedleniami.
– Jako fotoreporter jestem zainteresowany poszukiwaniem pozytywnych cech wspólnych ludzkiego ducha, ukazywaniem tych intymnych momentów między ludźmi, które przypominają nam o godności i nadziei w obliczu konfliktu – mówi Moises Saman.
Jego podróż została ukształtowana przez wiele wyzwań związanych z dotarciem do obszaru znajdującego się obecnie pod kontrolą Sił Szybkiego Wsparcia (RSF). Ponieważ większość lotnisk została zamknięta z powodu trwających ataków, Moises Saman nie miał innego wyjścia, jak przedostać się przez wschodni Czad – punkt startowy jego fotoreportażu.


Poszukiwanie bezpieczeństwa w Czadzie
W czerwcu 2023 roku czystki etniczne w Darfurze Zachodnim zmusiły setki tysięcy osób wcześniej uwięzionych w Al-Dżunajnie do ucieczki do wschodniego Czadu. Nagły napływ ludzi wywarł ogromną presję na już nadwyrężone zasoby, powodując pilną potrzebę zapewnienia dostępu do opieki zdrowotnej, schronienia, żywności, wody i warunków sanitarnych.

– Kiedy dotarłem do prowincji Wadaj, byłem zaskoczony liczbą ludzi żyjących w tych prowizorycznych obozach dla uchodźców tak blisko granicy – tłumaczy Moises Saman. – Zwłaszcza w Adré, obóz znajduje się dosłownie przy samej granicy, a zaledwie kilometr dalej są tereny kontrolowane przez RSF, przed którymi ci ludzie uciekali.
Aby odpowiedzieć na dramatycznie rosnące potrzeby, Lekarze bez Granic otworzyli przychodnię oraz wybudowali latryny i prysznice w obozie przejściowym w Adré. Zespoły otworzyły także szpital polowy w obozie w Aboutengue i rozszerzyły zakres swoich działań w obszarach opieki pediatrycznej, zdrowia kobiet, medycyny ratunkowej, wsparcia psychologicznego, leczenia osób, które doświadczyły przemocy seksualnej, oraz leczenia niedożywienia. Te działania trwają do dziś, jako że zespoły nadal starają się sprostać potrzebom osób szukających schronienia.


– Pamiętam bardzo bystrą młodą dziewczynę, którą spotkałem w Aboutengue. Pracowała jako liderka młodzieży w obozie. Mówiła, że nie widzi żadnych perspektyw w Czadzie i że przez długi czas nie będzie mogła wrócić do Sudanu – wspomina Moises Saman. – W tym młodym wieku, kiedy powinno się mieć przed sobą przyszłość i cieszyć się życiem… gdyby znajdowała się w jakimś innym miejscu, mogłaby zostać kimkolwiek by chciała. Chciałbym, żebyśmy mogli coś dla niej zrobić.
Sudańscy uchodźcy nadal przybywają do Czadu, zostawiając za sobą część życia, której prawdopodobnie nigdy nie odzyskają. Niektórzy stracili bliskich, inni doświadczyli przemocy po drodze, w tym przemocy seksualnej. Pewne jest jedno – wszyscy musieli uciekać przed zagrożeniem, nie oglądając się za siebie, trzymając się nadziei na bezpieczniejsze życie, czerpiąc siłę ze swojej odwagi i wsparcia społeczności.

Przekraczanie granicy
Po kilku dniach spędzonych w Czadzie, spotkaniach i wysłuchaniu historii ludzi, Moises Saman kontynuował swoją podróż do Darfuru Zachodniego.
– Gdy tylko przekraczasz granicę i wjeżdżasz do Sudanu, od razu czujesz, że znalazłeś się w miejscu silnie zmilitaryzowanym – wyjaśnia Moises Saman. – Przekraczasz ziemię niczyją i nagle trafiasz na terytorium kontrolowane przez RSF, z licznymi punktami kontrolnymi, młodymi mężczyznami z bronią i pojazdami wojskowymi. Nie było tam wielu rodzin, przeważnie widać było ludzi jadących na wozach zaprzężonych w osły, przewożących skrzynie z towarem, głównie paliwem.

Region w sercu konfliktu
Jeszcze przed wybuchem obecnej wojny mieszkańcy Darfuru Zachodniego zmagali się z poważnymi problemami i ogromnymi potrzebami humanitarnymi. Te trudności są zakorzenione w długiej historii konfliktów. Od 2003 roku rząd Sudanu mobilizował lokalne bojówki z Darfuru (które później przekształciły się w RSF) do walki z ruchami rebelianckimi. Doprowadziło to do kampanii terroru skierowanej przeciw cywilom z obszarów wiejskich, oskarżanym o wspieranie rebeliantów. Zginęło ponad 250 000 osób, a niemal trzy miliony zostały przesiedlone. Lekarze bez Granic działali wówczas, zapewniając opiekę medyczną i leczenie niedożywienia osobom zmuszonym do przemieszczenia. Wojna w Darfurze trwała do 2020 roku.

Wciąż myślałem o historii Darfuru i etnicznie ukierunkowanych masakrach, które miały tam miejsce 20 lat temu, a także o tym, jak wiele z tych problemów pozostało nierozwiązanych… – mówi Moises Saman. – Region jest mocno podzielony, z tak wieloma różnymi grupami zbrojnymi wciąż aktywnymi. To nie jest prosta walka SAF kontra RSF. W Darfurze nakładają się warstwy różnych konfliktów sięgających daleko wstecz i nie da się od nich uciec. Choć nie relacjonowałem wówczas tamtej wojny, byłem świadomy jej dziedzictwa i miałem je z tyłu głowy, próbując zrozumieć obecną sytuację.
Od wybuchu obecnej wojny domowej w kwietniu 2023 roku mieszkańcy Al-Dżunajny, stolicy Darfuru Zachodniego, mieli bardzo ograniczony dostęp do opieki medycznej. Wynikał on ze strachu przed przemocą zarówno poza placówkami opieki zdrowotnej, jak i w ich obrębie. Wielu pacjentów obawia się, że mogą zostać zaatakowani ze względu na pochodzenie etniczne.
Babcia była jedyną opiekunką
– Pamiętam, jak poznałem małego chłopca, Khalila, i jego babcię w Szpitalu Klinicznym Al-Dżunajna. Khalil miał zaledwie trzy lata i cierpiał na ciężkie niedożywienie. Stracił już oboje rodziców i babcia była jego jedyną opiekunką. To było niezwykle poruszające – widzieć czułość, z jaką o niego dbała –mówi Moises Saman.

Mimo trudnej sytuacji zespoły medyczne Lekarzy bez Granic kontynuowały udzielanie niezbędnej opieki pacjentom w stanie krytycznym w pierwszym tygodniu konfliktu. Jednak wraz z pogarszającą się sytuacją w Al-Dżunajnie, lekarze uciekli z domów w obawie o własne bezpieczeństwo. Miasto stało się celem masowych grabieży od końca kwietnia do połowy czerwca 2023 roku. Atakowano prywatne domy, sklepy, apteki, organizacje pozarządowe, placówki Ministerstwa Zdrowia i targowiska.
Do dziś Lekarze bez Granic wspierają jeden z nielicznych szpitali zapewniających bezpłatną opiekę medyczną w Al-Dżunajnie i okolicach – Szpital Kliniczny Al-Dżunajna. Zespoły zapewniają opiekę zdrowotną dla matek i dzieci, wsparcie w zakresie zdrowia psychicznego oraz prowadzą centrum żywienia terapeutycznego.
Widziałem, jak zespół daje z siebie wszystko
– Praca, jaką Lekarze bez Granic wykonują w tym szpitalu – dosłownie ratując życie – jest niesamowita – mówi Moises Saman. – Widziałem, jak cały zespół daje z siebie wszystko w placówce, która jest przepełniona, gdzie brakuje zasobów, a lekarze mimo to codziennie przychodzą do pracy… To było naprawdę niezwykłe. Ludzie robią wszystko, co mogą, by troszczyć się o tych, którzy trafiają tu po pomoc.


Po ucieczce przed przemocą z innych części Sudanu Centralnego wiele osób znalazło schronienie w Al-Dżunajnie, ale ogromna część z nich nadal pozostaje bez bezpiecznego miejsca do życia. W całym mieście opuszczone klasy szkolne i biura zostały przekształcone w zatłoczone przestrzenie mieszkalne. Przesiedlone rodziny żyją wśród ścian pokrytych kredą i zniszczonych mebli. Na tablicach wciąż widnieją lekcje angielskiego o zaimkach i rzeczownikach. W całym Darfurze szkoły, które niegdyś tętniły życiem, stały się schronieniem dla osób wysiedlonych przez wojnę domową w Sudanie. Sytuacja staje się coraz bardziej niepokojąca wraz z nadejściem pory deszczowej w Darfurze, ponieważ te niestabilne warunki życia mają ogromny wpływ na zdrowie ludzi.


W obliczu kryzysu na targach i niedoboru zasobów ludzie są w zasadzie uzależnieni od pomocy humanitarnej, aby zaspokoić swoje podstawowe potrzeby. Oprócz zapewniania opieki medycznej Lekarze bez Granic organizują dystrybucje podstawowych artykułów dla rodzin przesiedlonych wewnętrznie.
Historia Khadiji
Oto słowa 20-letniej Khadiji (imię zmienione ze względów bezpieczeństwa):
Kiedy byłam jeszcze w Chartumie, byłam w ósmym miesiącu ciąży i przygotowywałam się do porodu. Z powodu komplikacji potrzebowałam cesarskiego cięcia. Lekarz prowadzący moją ciążę pracował raczej w małym domu niż szpitalu. Był celem ataków ze strony grup zbrojnych znanych z porywania lekarzy dla okupu. Jedno pomieszczenie służyło jako sala operacyjna, drugie jako sala dla pacjentek. Pracował w ukryciu, w konspiracji. Operacja była skomplikowana. Straciłam dużo krwi i doszło do krwawienia wewnętrznego. Moje dziecko przeżyło mniej niż 24 godziny.
Sześć dni później w pobliżu naszego domu wybuchły walki i uciekliśmy z niczym, nie biorąc nawet ubrań ani innego dobytku. Droga była długa i niebezpieczna. Rana nie goiła się. Moja siostra codziennie czyściła ją wodą i solą. Podróż do Nijali, stolicy Darfuru Południowego, zajęła nam 27 dni. Na miejscu lekarz powiedział mi, że pierwotne szycie zostało nieprawidłowo wykonane. Oczyścił ranę i wyleczył infekcję. Ze względu na niebezpieczeństwo w Nijali pojechaliśmy dalej do Al-Dżunajny.

Tutaj jest bezpieczniej, ale życie nadal jest bardzo trudne. Opuściliśmy Chartum bez niczego. Nasz dom został całkowicie splądrowany. Znajomi powiedzieli nam, że inna rodzina go zajęła, zmieniła dokumenty własności i twierdzi, że kupiliśmy go nielegalnie. Nawet jeśli wojna się skończy, nie możemy wrócić.
Mam dwie córki i dwóch synów. Wyszłam za mąż w wieku 13 lat. Teraz – bez domu, bez dobytku i bez pieniędzy – nasza przyszłość jest niepewna. Nie wiemy, co wydarzy się dalej.
Matki i dzieci najbardziej dotknięte kryzysem
Jak w wielu sytuacjach konfliktu, kobiety i dzieci są najbardziej narażone. Widać to w szczególności w Al-Dżunajnie, gdzie współczynniki umieralności wśród matek i dzieci są alarmująco wysokie. Ponieważ wiele placówek zdrowotnych nie działa, kobiety rodzą w niehigienicznych warunkach, często bez wykwalifikowanej opieki. Kobiety w ciąży napotykają wiele barier – od finansowych po ograniczone możliwości podróżowania. Bez podjęcia pilnych działań mających na celu rozszerzenie zakresu działań związanych z opieką zdrowotną nad matkami, kobiety w ciąży i noworodki pozostają w stanie skrajnego zagrożenia w związku z trwającymi wysiedleniami.
– Podczas pobytu w szpitalu najbardziej uderzyło mnie to, jak trudno kobietom jest uzyskać odpowiednią opiekę zdrowotną, zwłaszcza w ciąży i tym z małymi dziećmi. Wiele z nich musiało podróżować bardzo daleko, aby dotrzeć do szpitala, i zbyt często przyjeżdżały za późno. W ciągu kilku dni, które tam spędziłem, byłem świadkiem co najmniej dwóch martwych urodzeń – całkowicie możliwych do uniknięcia, ale które stały się nieuniknione z powodu trudności w dostępie do opieki medycznej w czasie wojny – wspomina Moises Saman.

Sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej w styczniu 2025 roku, kiedy rząd USA ogłosił zawieszenie pomocy zagranicznej. W rezultacie Lekarze bez Granic stracili kluczowych partnerów międzynarodowych, którzy pracowali nad odbudową i wyposażeniem placówek opieki zdrowia matki i dziecka oraz wspierali ich koszty operacyjne w Darfurze Zachodnim.
W obliczu załamania pierwotnego partnerstwa zespoły Lekarzy bez Granic pilnie przeanalizowały dostępne opcje i w marcu 2025 roku zidentyfikowały Sudanese Family Planning Association (SFPA), krajową lokalną organizację pozarządową, zapewniającą znaczące wsparcie dla Ministerstwa Zdrowia, pozwalając jednocześnie Lekarzom bez Granic skoncentrować się na skomplikowanych porodach. Ta zmiana odzwierciedla szerszą konieczność dostosowywania się do gwałtownie kurczącego się krajobrazu finansowania humanitarnego w Sudanie.
Zapomniane obszary
Około 150 km na południe od Al-Dżunajny leży Foro Baranga – region, który już przed wybuchem obecnej wojny był odizolowany i miał bardzo ograniczony dostęp do opieki zdrowotnej. W normalnych warunkach podróż do Foro Baranga trwa około 2,5 godziny, jednak podczas pory deszczowej zespoły Lekarzy bez Granic mogą pokonywać tę trasę nawet tydzień. W szczycie sezonu deszczowego Moises Saman nie był w stanie dotrzeć do tego obszaru i udokumentować życia tamtejszych społeczności.
Pomimo że obecnie okolica pozostaje stabilna pod kontrolą RSF, wciąż widoczne są ślady wcześniejszej przemocy. Lokalni liderzy podkreślają pilne potrzeby w zakresie żywności i opieki medycznej dla osób przemieszczonych wewnętrznie oraz tych wracających z Czadu. Szpital w Foro Baranga, wspierany przez Lekarzy bez Granic, oferuje ośrodek leczenia cholery, badania przesiewowe pod kątem niedożywienia, ambulatoryjne i stacjonarne centrum żywienia terapeutycznego, opiekę ratunkową, rutynowe szczepienia, konsultacje dotyczące malarii i odry oraz sesje promocji zdrowia. Sytuacja w zakresie zaopatrzenia w wodę i sanitariatów pozostaje krytyczna – mieszkańcy korzystają z niezabezpieczonych studni i nie mają dostępu do odpowiednich warunków sanitarnych, co zwiększa ryzyko rozprzestrzeniania się cholery.

Kryzys, który wymaga uwagi świata
– Zawsze staram się przystępować do zleceń fotograficznych ze świeżym spojrzeniem. Nawet po latach wykonywania tej pracy ważne jest, aby podchodzić do niej z taką samą energią, otwartością i bez zbyt wielu założeń – mówi Moises Saman. – Sytuacja w Darfurze Zachodnim otworzyła mi oczy i uświadomiła skalę ludzkiego cierpienia, jakie ta wojna powoduje. Od momentu jej wybuchu byłem w innych częściach Sudanu, ale jednak to właśnie doświadczenie w Darfurze Zachodnim było najbardziej bezpośrednie i klarowne, aby zrozumieć rozmiar tej tragedii.
– Sądzę, że to, co dzieje się w Sudanie, wymaga uwagi świata. Mówi się tak wiele o innych konfliktach i kryzysach humanitarnych, a ten często pozostaje w cieniu. Tymczasem tak wiele osób cierpi i chciałbym, aby więcej ludzi zwracało na to uwagę – podsumowuje Saman. – Uważam, że praca, jaką wykonują Lekarze bez Granic, jest niesamowita i mam nadzieję, że moje zdjęcia pomogą utrzymać światło reflektorów skierowane na ten konflikt.
© Moises Saman/Magnum Photos dla Lekarzy bez Granic, lipiec-sierpień 2025