Strefa Gazy: ewakuacja medyczna 5-letniego Omara
Mohammad Al Hawajri pracował w Gazie jako pielęgniarz. Teraz opowiada o bezskutecznych poszukiwaniach bezpieczeństwa i ewakuacji medycznej syna do szpitala w Jordanii.
W ciągu ostatnich dwóch lat ludobójcza kampania prowadzona przez Izrael w Gazie spowodowała niewyobrażalne straty i ogrom zniszczeń. Ludzie w Gazie, w tym nasi pracownicy i pracowniczki, zostali zabici, ranni, głodzeni, oblężeni i zmuszeni do ucieczki.
Nasz kolega Mohammad Al Hawajri pracował w Gazie jako pielęgniarz na bloku operacyjnym. Teraz opowiada, jak on i jego rodzina próbowali znaleźć bezpieczne schronienie, którego nigdy nie odnaleźli. Ostatecznie udało mu się uciec z pięcioletnim synem Omarem. Omar został ranny w wyniku izraelskiego nalotu i jest obecnie leczony w szpitalu chirurgii rekonstrukcyjnej prowadzonym przez Lekarzy bez Granic w Ammanie w Jordanii.
Opowiedziane przez Mohammada Al Hawarji
Kilka dni po wybuchu wojny w Gazie Izrael nakazał około połowie całej populacji przenieść się na południe. Zostaliśmy na północy i przenieśliśmy się do najbliższego biura Lekarzy bez Granic, gdzie zebrało się wielu pracowników, pracowniczek i ich rodzin. Czuliśmy się tam bezpieczniej niż w naszych domach. Ale i tak każdy dźwięk na zewnątrz przypominał nam, że nigdzie nie jest naprawdę bezpiecznie.
Z biegiem tygodni izraelskie siły wkroczyły do szpitala Al-Shifa, a strach rozciągnął się na każdy zakątek miasta Gaza. W tym czasie sklepy i piekarnie były już od dawna zamknięte, a brak jedzenia zaczął coraz silniej doskwierać na północy Strefy. Miasto było niszczone, a ludzie, którzy tam zostali, głodowali. Zdecydowaliśmy się uciec, mając nadzieję, że południe da choć niewielką szansę na przetrwanie.
Ostrzał konwoju Lekarzy bez Granic w listopadzie 2023 roku
Lekarze bez Granic próbowali zorganizować bezpieczny przejazd dla pracowników i pracowniczek podczas krótkich okien czasowych wyznaczanych przez siły izraelskie. Wyruszyliśmy kolumną samochodów, w których jechały osoby zatrudnione przez Lekarzy bez Granic wraz ze swoimi rodzinami. Jednak wobec tysięcy ludzi desperacko próbujących uciec i chaosu panującego w korytarzu Netzarim, okno zamknęło się, zanim zdążyliśmy przedostać się na południe.
Zostaliśmy zmuszeni do powrotu do miasta Gaza. Gdy nasza kolumna, wyraźnie oznakowana logotypem Lekarzy bez Granic, zawróciła w stronę przychodni, nagle rozpoczął się ostrzał. Kule świszczały w powietrzu, szyby pękały, a odłamki rozrywały nasze pojazdy.
Tutaj przeczytasz więcej o ataku na konwój.

W chaosie strzelaniny Alaa Al-Shawa, który w ramach wolontariatu wspierał Lekarzy bez Granic jako pielęgniarz ratunkowy, został postrzelony w głowę, kiedy trzymał moje dzieci. Zginął na miejscu.
Moje dzieci pamiętają ten dzień tak, jakby wydarzył się wczoraj – ostrzał dochodzący z tylu kierunków, że nie sposób było określić, skąd padają strzały, pocisk, który przeleciał tuż nad ich głowami, zanim w niego trafił, oraz zabicie naszego kolegi i przyjaciela, którego bardzo kochały. Byliśmy wystarczająco blisko przychodni, żeby szybko się do niej dostać, ale nawet tam patrzyliśmy tylko, jak Alaa się wykrwawia, a każda próba ratunku kończy się niepowodzeniem.
Dzieci krzyczały i ich płacz wypełniał przestrzeń, gdy chowano Alaa. Staliśmy tam w niedowierzaniu, niezdolni pojąć, co się wydarzyło.
Przez kolejne dni byliśmy uwięzieni w przychodni, śpiąc w tym samym miejscu, pod którym spoczywało ciało Alaa. Nie mieliśmy dokąd pójść. Mój najstarszy syn był szczególnie wstrząśnięty – każdej nocy budził się z płaczem, dręczony widokiem ciała Alaa i wszystkim, co zobaczył.
Widok, którego nikt nigdy nie wymaże z pamięci
Kiedy w końcu pod koniec listopada 2023 roku udało nam się przedostać na południe, droga była usiana ciałami ofiar leżącymi tam, gdzie upadły. To widok, którego nikt nigdy nie wymaże z pamięci.
W końcu dotarliśmy do Chan Junus i znaleźliśmy schronienie na terenie ośrodka Lekarzy bez Granic. Ale nawet tam wojna nas dopadła. Pocisk, który spadł nieopodal, rozbił okna i wstrząsnął budynkiem w posadach. Niedługo później czołg wystrzelił bezpośrednio w placówkę, mimo że była wyraźnie oznaczona flagą i logotypem Lekarzy bez Granic. W tym ataku zginęła córka jednej z naszych współpracowniczek.

Po bombardowaniu uciekliśmy ponownie, tym razem do Rafah, tak zwanej strefy bezpieczeństwa. Ale i tam naloty nie ustawały. Nawet jeśli bomby nie trafiały bezpośrednio w domy, odłamki wciąż przebijały ściany i schronienia.
Przesiedlenia, niedożywienie i odłamek, który ranił Omara
Nastąpiły miesiące wysiedleń, naznaczone ogromną stratą i nieludzkimi warunkami życia. Czas zlewał się, gdy przenosiliśmy się z miejsca na miejsce, starając się przetrwać każdy kolejny dzień. Kiedy wydawało się, że przetrwaliśmy już najgorsze, ludobójstwo wniosło w nasze życie nową falę terroru. 27 czerwca 2025 roku pocisk uderzył w ulicę obok naszego domu. Nasz najmłodszy syn, Omar, stał w drzwiach, kiedy odłamek przebił jego nogę. Miał zaledwie pięć lat, był już osłabiony miesiącami życia w strachu i bez jedzenia.
W Gazie przeszedł kilka operacji w fatalnych warunkach, w sytuacji niedożywienia i rosnących cen żywności. Rosły też ceny leków, na które nie mogliśmy sobie pozwolić, ani których nie mogliśmy zdobyć z powodu izraelskiej blokady.

Sześć tygodni później naszym współpracownikom udało się przenieść nas do szpitala chirurgii rekonstrukcyjnej Lekarzy bez Granic w Jordanii. Do tego czasu Omar był niedożywiony, a jego rodzeństwo miało niebezpiecznie niską wagę.
Tu przeczytasz więcej o dzieciach z Gazy ewakuowanych do Ammanu.
Blizny po tym, co się stało
Tutaj, w Ammanie, przeszedł kolejne operacje i otrzymał wsparcie w zakresie zdrowia psychicznego. Jest teraz w stanie stać, bawić się i po prostu znów być dzieckiem. Patrzenie, jak stawia pierwsze kroki na drodze do zdrowia, przypomina nam, że nawet po tym wszystkim życie może zacząć się na nowo.
Ale niezależnie od tego, ile opieki otrzyma, część jego dzieciństwa na zawsze będzie naznaczona bliznami po tym, co się stało – po ludobójstwie, które wciąż trudno nam uwierzyć, że mogło zostać wyrządzone nam, naszym dzieciom i ziemi, którą tak głęboko kochamy.
Szpital chirurgii rekonstrukcyjnej Lekarzy bez granic w ammanie w jordanii
Od 7 października 2023 roku Program Chirurgii Rekonstrukcyjnej (RSP) prowadzony przez Lekarzy bez Granic w Jordanii przyjął 45 dzieci* wraz z opiekunami z Gazy na specjalistyczne leczenie i opiekę rehabilitacyjną.
Program w Ammanie został pierwotnie założony w 2006 roku, by leczyć osoby poszkodowane w wyniku wojny w Iraku. W miarę jak liczba urazów związanych z konfliktami rosła na Bliskim Wschodzie, szpital w Ammanie rozszerzył swoją działalność, przyjmując pacjentów i pacjentki z ponad sześciu krajów, oferując opiekę medyczną niedostępną w ich krajach. Program rozwinął się w regionalne centrum leczenia złożonych, zmieniających życie urazów, zapewniając opiekę chirurgiczną i rehabilitacyjną w zakresie urazów ortopedycznych, plastycznych i szczękowo-twarzowych, oparzeń oraz innych obrażeń związanych z konfliktami. Jego kompleksowe podejście obejmuje opiekę chirurgiczną, fizjoterapię, terapię zajęciową, wsparcie zdrowia psychicznego oraz opiekę psychospołeczną. Większość pacjentów i pacjentek przebywa tam miesiącami, lecząc swoje fizyczne i psychiczne rany.
*Stan na 26 października 2025 roku.