Ukraina: karetki pod atakami dronów [RAPORT]
Lekarze bez Granic opublikowali raport „Bezpiecznego miejsca, by leczyć, już nie ma” pokazujący regularne, precyzyjne ataki sił rosyjskich na placówki ochrony zdrowia i personel medyczny w Ukrainie.
W tekście znajdziesz świadectwa personelu medycznego, które są częścią raportu „Bezpiecznego miejsca, by leczyć, już nie ma”.
Od kwietnia 2022 roku do grudnia 2025 roku Lekarze bez Granic odnotowali w Ukrainie ponad 20 ataków na placówki medyczne związane z działalnością organizacji. Cztery szpitale, w których działaliśmy, zostały całkowicie zniszczone. Siedem baz karetek pogotowia musiało zostać opuszczonych. Straciliśmy dostęp do ponad 80 wsi w sześciu regionach, w których zapewnialiśmy podstawową opiekę medyczną poprzez kliniki mobilne.

Pewnego razu trafiło do nas 12 poważnie rannych pacjentów naraz. Musieliśmy zrobić triaż, dzieląc ich na grupy, w zależności od tego, komu realistycznie mogliśmy pomóc. Tym, którym wiedzieliśmy, że nie będziemy w stanie pomóc, podaliśmy środki przeciwbólowe w ramach łagodzenia bólu, bo po prostu nie mieliśmy zasobów, żeby zrobić więcej. Pacjenci potrzebujący opieki ratunkowej byli priorytetyzowani. Niektóre mniej poważnie ranne osoby czekały na opiekę nawet 10 godzin. Zatrzymywaliśmy krwawienie, a potem pacjenci siedzieli lub leżeli, a zespół zajmował się innymi. Ludzie leżeli wszędzie, gdzie było miejsce: na oddziałach, na korytarzach. Nie byliśmy w stanie zrobić więcej i to jest rzeczywistość tej wojny.
49-letni traumatolog, pracuje w szpitalu wspieranym przez Lekarzy bez Granic
Zbyt precyzyjne, by mogły być przypadkowe
Od lutego 2022 roku do końca 2025 roku Światowa Organizacja Zdrowia odnotowała 2 811 ataków na placówki opieki zdrowotnej w Ukrainie. A ukraińskie Ministerstwo Zdrowia informuje, że w tym samym okresie siły rosyjskie uszkodziły lub zniszczyły ponad 2 500 placówek medycznych, w tym 327 zostało całkowicie zniszczone.
Jest jedna historia, która ze mną została, coś, co mnie naprawdę uderzyło. Spotkałem starszą parę w ośrodku tranzytowym, mieli około 60 lat. Mężczyzna leżał na ławce, kiedy się zjawiliśmy. Okazało się, że miał objawy zawału i musieliśmy ewakuować go karetką do szpitala. Kiedy rozmawiałem z jego żoną, powiedziała, że musieli ewakuować się z ich wioski na piechotę. W pewnym momencie jej mąż tak źle się czuł, że musiała go nieść na własnych barkach. Uciekali, a drony latały nad ich głowami. Powiedziała, że nie rozumie, jak to się stało, że zostali oszczędzeni ani w jaki sposób znalazła siłę, aby go nieść tak długo.
Pracownik ds. promocji zdrowia, Lekarze bez Granic
Świadectwo wysłuchane w ośrodku tranzytowym w obwodzie dniepropietrowskim, gdzie nasze zespoły mobilne udzielają wsparcia od 2025 roku. Obszar ten staje się kluczowym miejscem tranzytowym dla tych, którzy uciekają z obszarów przyfrontowych.
– Ataki te są zbyt regularne, zbyt częste i zbyt precyzyjne, by można je było uznać za przypadkowe. To nie jest zbieg okoliczności, gdy szpitale są wielokrotnie atakowane, karetki pogotowia stają się celem precyzyjnych ataków dronów, a pracownicy ochrony zdrowia giną w drodze, chcąc przekazać leki w wyraźnie oznakowanych pojazdach. To jest schemat, a za schematami kryje się zamierzony cel – mówi Robin Meldrum, szef misji Lekarzy bez Granic w Ukrainie.
Większość urazów powodują dziś drony
Zespoły Lekarzy bez Granic we wschodniej i południowej Ukrainie działają pod ciągłym zagrożeniem atakami dronów typu FPV (First-Person View) – broni, która pozwala żołnierzom precyzyjnie identyfikować i atakować cele w czasie rzeczywistym. 29 września 2025 roku pielęgniarka i dyrektor ośrodka zdrowia wspieranego przez Lekarzy bez Granic, którzy dostarczali leki wyraźnie oznakowanym pojazdem w Łymaniu w obwodzie donieckim, zostali trafieni przez rosyjskiego drona FPV. W wyniku ataku dyrektor stracił nogę. Zgodnie z międzynarodowym prawem humanitarnym celowe atakowanie wyraźnie oznakowanego personelu medycznego lub pojazdów medycznych może stanowić zbrodnię wojenną.
Mój samochód, biały Duster, był wyraźnie oznaczony medycznym czerwonym krzyżem. Ale czerwony krzyż mnie nie ochronił. 29 września 2025 roku, w okolicach 9 rano, Valentyna i ja jechaliśmy do ośrodka zdrowia [w Łymaniu], w którym 18 pacjentów czekało na nas, aby otrzymać lekarstwa. W przychodni nie było personelu, bo ich rodziny się ewakuowały. Nie mieliśmy potrzebnych lekarstw, więc zdecydowaliśmy się pojechać do głównej przychodni ambulatoryjnej (oddalonej o 1,5-2 km), aby zabrać leki, a następnie wrócić i je rozdystrybuować. Pamiętam, jak mówiłem pacjentom: dajcie nam 20-30 minut i będziemy z powrotem. Prowadziłem, zerkając w lewy, górny róg, czy nie ma dronów, a Valentyna, która siedziała obok mnie, pilnowała prawej strony. Na początku nic nie widzieliśmy. Ale w ostatnim ułamku sekundy zobaczyłem coś lecącego prosto na maskę samochodu. Dron uderzył na moich oczach, powodując duży wybuch. Prawdopodobnie na parę sekund straciliśmy przytomność, bo potem zorientowaliśmy się, że mamy uszkodzone bębenki. Dym i ostry zapach spalenizny wypełniły samochód. Zaciągnąłem ręczny hamulec, otworzyłem drzwi i moją jedyną myślą było, jak wydostać się z samochodu, bo bałem się, że może być kolejny atak dronu. Wypadłem z samochodu, myślałem, że wstanę i zacznę biec, ale kiedy spojrzałem na swoją nogę, wyglądała jak przepuszczona przez maszynkę do mielenia mięsa. Nogawka spodni była rozdarta, wystawały kawałki kości. Odczołgałem się od samochodu. Valentyna też wyszła z samochodu, miała wstrząśnienie. Dwoje ukraińskich żołnierzy, którzy nas mijali i widzieli atak, podbiegli i założyli mi opaski uciskowe na nogę, ratując mi życie. Zabrano mnie do wsi Rajhodorok, przeniesiono do karetki i wysłano do szpitala w Słowiańsku, gdzie miałem pierwszą operację. Dzień później Lekarze bez Granic przewieźli mnie do szpitala w Dnieprze. Ten moment pokazuje, jak precyzyjne i celowe mogą być te ataki. Ten horror musi się skończyć; to niszczy ludzi i całe społeczności.
Andrii Rebrov, dyrektor ośrodka podstawowej opieki zdrowotnej w Łymaniu
Kiedy dron uderzył, oboje straciliśmy przytomność. Kiedy się ocknęłam, widok był bardzo ponury. Zaczęłam wołać Andriiego, a pierwszą rzeczą, którą powiedział, było: Valija, nie sądzę, żebym miał jeszcze nogę, bo próbowałem wcisnąć pedał gazu i nie mogłem. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam, było nałożenie mu opaski uciskowej i zaciągnięcie go do trochę bezpieczniejszego miejsca za samochodem, żeby nie leżał na drodze. Zadzwoniłam po karetkę, ale powiedzieli, że nie dadzą rady dojechać do Łymania, tylko do wsi Rajhodorok. Całe szczęście, dwóch ukraińskich żołnierzy widziało atak i pomogło nam założyć lepszą opaskę uciskową. Ja miałam oparzenia. Zagoiły się, ale to długo trwało, było bolesne i straszne. Nawet teraz mam okresowe bóle głowy i gorszy słuch na jedno ucho. Na początku nie mogłam nawet normalnie zjeść, wszystko mi klikało w uchu, nie mogłam też rozmawiać. Mój słuch się poprawił, ale nadal mam z nim problemy.
Valentyna Kolomatska, pielęgniarka wspierana przez Lekarzy bez Granic
Pracownicy ochrony zdrowia Lekarzy bez Granic, działający w pobliżu linii frontu oraz w ośrodku wczesnej rehabilitacji w Czerkasach, są świadkami tego, jak działania wojenne z wykorzystaniem dronów szybko wyprzedzają możliwości reagowania służb medycznych. Tam, gdzie niegdyś obrażenia były spowodowane głównie przez artylerię, obecnie coraz większy odsetek przypadków urazów wynika z ataków dronów. Drony powodują liczne ofiary z wieloma współistniejącymi ranami, wyższy wskaźnik zakażeń oraz rosnącą liczbę przypadków sepsy.
Według naszych obserwacji w latach 2022-23 w szpitalach wspieranych przez Lekarzy bez Granic większość ran była spowodowana ostrzałem artyleryjskim. Dziś do większości urazów dochodzi w atakach dronowych. Zwykle drony powodują wiele ran, małych, z poczerniałymi brzegami. Skóra jest często ciemna od oparzeń. Pod koniec 2026 roku leczyłem młodego mężczyznę, które wiózł swojego ojca i brata. Dron uderzył w nich od strony pasażera. Jego ojciec zmarł natychmiast. Synowie mieli liczne obrażenia, w tym rany drążące klatki piersiowej i jamy brzusznej oraz złamania otwarte. Jeden z nich przeżył pierwszą operację, ale ryzyko śmierci nadal pozostaje wysokie z powodu sepsy, bo całkowite wyczyszczenie ran jest niemal niemożliwe. Dzieje się tak, ponieważ urazy w następstwie ataku dronem są spowodowane przez liczne fragmenty penetrujące ciało w różnych kierunkach, tworząc głębokie i nieregularne rany, do których niezwykle trudno dotrzeć, a następnie w pełni usunąć dewitalizowane tkanki. W przypadku takich ran nie możesz przeprowadzić w pełni chirurgicznego opracowania rany, bo trzeba by usunąć za dużo tkanki. Ale jeśli je zostawisz, rany ulegną zakażeniu. W rezultacie odsetek infekcji wyraźnie wzrósł. Pierwszą walkę toczy się przeciw krwawieniu. Jeśli pacjent przeżyje, druga walka jest przeciw infekcji. Wiele osób przegrywa drugą walkę. Szrapnele w tych dronach bywają różne. Często są improwizowane, wypełnione śrutem lub innymi, dostępnymi fragmentami metalowymi, z powodu których wzorce urazów są różne. Rezultat jednak pozostaje taki sam: rozległy, wyniszczający uraz. Jeśli dron uderzy w górną część ciała, szanse na przeżycie są niskie. A kiedy uderzenie nie następuje bezpośrednio, lecz dochodzi do zderzenia z drzewem, ziemią czy słupem, odłamki rozpryskują się i trafiają w ważne narządy życiowe. Powoduje to możliwie największe szkody. Tak wygląda współczesna wojna. W porównaniu z 2023 rokiem widzimy zdecydowanie więcej urazów górnej części ciała. Kiedy dron się zbliża, ludzie instynktownie podnoszą ręce, żeby chronić głowę, co prowadzi do ciężkich urazów dłoni i rąk. Wybuchy rozrzucają odłamki z dużą prędkością po całym ciele, rękach, nogach, tułowiu i głowie, często doprowadzając jednocześnie do wielu poważnych urazów. Leczyłem pacjenta z amputowaną prawą nogą, otwartym złamaniem lewej nogi, otwartym złamaniem prawej ręki, odłamkiem w lewej ręce i licznymi ranami klatki piersiowej, brzucha i głowy. Pięciu chirurgów operowało go jednocześnie przez jakieś 6 godzin.
30-letni chirurg i kierownik działań medycznych na wschodzie Ukrainy, Lekarze bez Granic
Ataki typu „double-tap”
Kolejnym szczególnie niepokojącym przejawem zagrożenia są ataki typu „double-tap”, czyli podwójne uderzenie, w którym drugi atak celowo wymierzony jest w służby ratownicze i osoby postronne przybywające na miejsce pierwszego ataku. Logika działania jest przemyślana: pierwszy atak przyciąga ratowników, a drugi – często przeprowadzany w ciągu kilku minut – wymierzony jest w samą akcję ratunkową. W rezultacie udzielanie pomocy staje się śmiertelnym zagrożeniem, co zwiększa liczbę ofiar i odstrasza od podejmowania akcji ratowniczych w przyszłości. Dla zespołów medycznych konsekwencje są ogromne. Decyzja o zbliżeniu się do miejsca ataku nie może być podjęta wyłącznie na podstawie względów medycznych, ale musi uwzględniać prawdopodobieństwo kolejnego ataku.
Z tego, co nam wiadomo, doszło do pierwszego ataku, a wkrótce potem do drugiego. Na miejscu zginęło około 12 osób. Gdy ranni trafili do szpitala, natychmiast rozpoczęliśmy triaż. Łącznie przyjęliśmy 16 pacjentów. Dziewięciu z nich zaklasyfikowano jako przypadki czerwone. Oznacza to, że wymagali natychmiastowej interwencji ratującej życie. Odsetek ten jest niezwykle wysoki. W większości zdarzeń masowych przypadki czerwone stanowią zazwyczaj około 15-20 procent ogółu. Tutaj ponad połowa to były przypadki czerwone. Jeden z moich pacjentów wyjaśnił, że po pierwszej eksplozji rzucił się, by pomóc swoim kolegom. Wtedy nastąpił drugi atak i został trafiony. Na szczęście nie odniósł poważnych obrażeń zagrażających życiu, ale doznał urazu twarzy, w tym urazu oka. W porównaniu z wieloma innymi osobami tego dnia miał szczęście. Ten incydent ilustruje to, co coraz częściej obserwujemy w Ukrainie: niezwykle wysoki odsetek pacjentów w stanie krytycznym, spośród których trzeba wybierać, komu udzielić pomocy w pierwszej kolejności, kto przeżyje, a kto umrze.
30-letni chirurg i kierownik działań medycznych na wschodzie Ukrainy, Lekarze bez Granic wspomina atak typu „double-tap”, do którego doszło 1 lutego 2026 r., na autobus przewożący cywilnych górników w pobliżu Terniwki (70 km od wschodniej linii frontu), w rejonie Pawłohrad w obwodzie dniepropetrowskim.
Coraz mniej bezpiecznych miejsc do leczenia
Ataki na infrastrukturę medyczną oraz paraliżujący strach przed atakami na ludność cywilną doprowadziły do kryzysu w dostępie do opieki zdrowotnej. Badanie ankietowe Lekarzy bez Granic przeprowadzone wśród 187 cywilów z regionów bliskich linii frontu wykazało, że odsetek osób, które „zawsze” lub „przez większość czasu” mają dostęp do opieki zdrowotnej, zmniejszył się z 72 procent przed eskalacją wojenną do zaledwie 35 procent po jej nastąpieniu. Liczba osób, które mają dostęp do opieki „rzadko” lub „nigdy” wzrosła z 7 procent. do 35 procent.
Zeszłej jesieni drony uderzyły w teren szpitala w Sumach, gdzie pracuję. Szybko poszliśmy do schronu, bo baliśmy się podwójnego uderzenia, które zdarzały się już w Sumach wcześniej. Potem ranni zaczęli się zjawiać w szpitalu, więc musieliśmy wyjść, aby ich leczyć. Działania wojenne z użyciem dronów to część codzienności w Sumach. Pod koniec 2026 roku dron uderzył w mieszkanie w bloku. Leczyłam ojca rannego w tym ataku. Powiedział, że gdy doszło do ataku, wybiegł z budynku ze swoimi dziećmi. Kolejny dron uderzył budynek w to samo miejsce, co wcześniej.
27-letni pielęgniarz, Lekarze bez Granic
Przekłada się to bezpośrednio na cierpienie, a nawet śmierć z powodu schorzeń, które można leczyć – chorób układu krążenia, cukrzycy, padaczki. Stały się one zagrażające życiu z powodu przerw w leczeniu i opóźnień w dostępie do opieki. Placówki opieki zdrowotnej, które nadal funkcjonują, borykają się z ogromnym niedoborem personelu: w jednym ze szpitali w Chersoniu, wspieranym przez Lekarzy bez Granic, liczba lekarzy spadła o 66 procent od 2022 roku.

Od stycznia 2024 roku Kurachowe było bezlitośnie bombardowane. Wyjechałem stamtąd na początku lutego (2025 roku), po tym jak trzy pociski uderzyły 50 metrów od szpitala, w którym mieszkałem przez wiele miesięcy wraz z żoną. Odłamki latały wszędzie, rozbiły się okna i ramy. Zarówno ja, jak i moja żona odnieśliśmy lekkie obrażenia i doznaliśmy wstrząsu mózgu, podobnie jak niektórzy pacjenci, ale na szczęście nikt nie zginął. Po tym ataku w szpitalu zaczęto rozważać ewakuację. Początkowo zostaliśmy tam, ponieważ poruszanie się po ulicach było zbyt niebezpieczne. Trzymaliśmy się nadziei, że sam szpital nie stanie się celem ataku. Ostatecznie jednak zdecydowaliśmy się wyjechać do wsi Pokrowskie w obwodzie dniepropetrowskim, położonej 82 kilometry od Kurachowa. Wieś ta znajdowała się około 30 km od linii frontu w kierunku Zaporoża. Myślałem, że tam będziemy bezpieczni, ale myliłem się. W grudniu 2025 roku pięć bomb uderzyło również w tamtejszy szpital. Został on całkowicie zniszczony wraz ze wszystkimi budynkami dookoła. Szpital w Pokrowsku już nie istnieje.
49-letni traumatolog, współpracujący z Lekarzami bez Granic
Niszczenie placówek ochrony zdrowia przebiega równolegle z przesuwaniem się linii frontu. Wielu naszych pacjentów przybywa do szpitala z takich miejscowości jak Meżowa, Pietropawłowka i z wiosek w pobliżu Pokrowska, które nie należą do naszego obszaru działania. Przyjeżdżają, ponieważ jesteśmy jedynym szpitalem, jaki tu pozostał. Szpital w Meżowej został zniszczony w sierpniu 2025 roku. Szpital w Pietropawłowce został zaatakowany dwukrotnie w ciągu jednego lub dwóch miesięcy. Czy my będziemy następni? Obawiamy się zakłóceń w dostawach leków. Do niedawna jedna z organizacji humanitarnych dostarczała nam leki. Jednak droga między Pawlohradem a Szachtarskiem została ostrzelana, więc teraz musimy sami jeździć do Pawlohradu po leki, narażając nasz personel na niebezpieczeństwo. Wraz z ograniczeniem dostępu do nas maleje również pomoc. Czujemy się coraz bardziej odizolowani. Przygotowujemy się na ewentualność, że będziemy musieli się przenieść. Nie wiemy, czy uda nam się tu pozostać. A jeśli będziemy zmuszeni do opuszczenia tego miejsca, nie wiemy, czy kiedykolwiek będziemy mogli tu wrócić.
Lekarz pracujący w szpitalu w Szachtarsku
Do połowy ubiegłego roku [2025] – oprócz naszej pracy w szpitalu – prowadziliśmy kliniki mobilne w dwóch placówkach podstawowej opieki zdrowotnej w Chersoniu. Jednak w miarę nasilania się zagrożenia, spowodowanego głównie wzrostem liczby ataków dronów, byliśmy zmuszeni stopniowo ograniczać, a ostatecznie zawiesić te działania. Coraz częstsze wykorzystywanie dronów typu First-Person View oraz dronów zdolnych do zrzucania granatów sprawiło, że nawet krótkie trasy stały się nieprzewidywalne i niebezpieczne. W efekcie, oprócz naszej obecności w szpitalu, obecnie zapewniamy pacjentom w Chersoniu wsparcie w zakresie podstawowej opieki zdrowotnej zdalnie, przez telefon. Nawet poliklinika znajdująca się na terenie szpitala jest uznawana za miejsce niedostępne ze względu na zagrożenie atakami dronów. Kiedy przebywam na dwutygodniowej zmianie w szpitalu, w ogóle nie opuszczam jego terenu. Poruszanie się na zewnątrz wiąże się z niedopuszczalnym poziomem ryzyka. Ograniczyliśmy również przemieszczanie się wewnątrz szpitala, zwłaszcza na wyższe piętra, aby zmniejszyć zagrożenie i w razie potrzeby szybko dotrzeć do schronu. Szpitale były już wcześniej atakowane, wiemy, że może się to powtórzyć. Wokół niektórych części szpitala rozstawiono siatki przeciwdronowe, na oknach zamontowano folię przeciwwybuchową, a na parterze ułożono worki z piaskiem. Niektóre ściany zostały wzmocnione dodatkowym betonem. Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby ograniczyć ryzyko.
32-letni pracownik kliniczny Lekarzy bez Granic, pracuje w szpitalu w Chersoniu wspieranym przez organizację
Rocznica rezolucji 2286
W tym roku mija dziesięć lat od przyjęcia rezolucji 2286 Rady Bezpieczeństwa ONZ, która jednoznacznie potwierdza konieczność ochrony personelu humanitarnego i medycznego, pacjentów oraz infrastruktury opieki zdrowotnej w konfliktach zbrojnych.
Lekarze bez Granic wzywają wszystkie strony do wypełniania zobowiązań wynikających z międzynarodowego prawa humanitarnego. Organizacja apeluje do państw mających wpływ na Rosję o wykorzystanie tego wpływu i domaganie się zaprzestania ataków na placówki opieki zdrowotnej. Lekarze bez Granic wzywają Radę Bezpieczeństwa do przeprowadzenia odpowiedniego śledztwa i publicznego potępienia ataków na placówki opieki zdrowotnej jako wyrazu zaangażowania w realizację rezolucji nr 2286 Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Zapoznaj się z raportem
RAPORT o atakach na ochronę zdrowia w ukrainie „BEZPIECZNEGO MIEJSCA, BY LECZYĆ, JUŻ NIE MA” (LIPIEC, 2026 ROK)
Raport „Bezpiecznego miejsca, by leczyć, już nie ma” dokumentuje nieustające ataki na placówki opieki zdrowotnej i personel medyczny w Ukrainie. Ataki te wydają się stanowić celową strategię mającą na celu zniszczenie systemu opieki zdrowotnej i zbiorowe karanie ludność, a nie być jedynie przypadkowym skutkiem rosyjskiej inwazji.
Raport skupia się na przypadkach ataków na placówki opieki zdrowotnej, których świadkami byli pracownicy Lekarzy bez Granic w Ukrainie, gdzie prowadzimy programy medyczne i programy w zakresie zdrowia psychicznego. Dane medyczne o charakterze ilościowym uzupełnia ankieta dotycząca dostępu do opieki zdrowotnej, przeprowadzona wśród 187 cywilów. Przeprowadzono także 30 wywiadów.